czwartek, 5 marca 2026

Część 13: "The hardest heart" czyli "Najtwardsze serce"-czy da się je ukruszyć?

 Niby nawet skałę da się ukruszyć ale serce już nie koniecznie. Serce może mieć dosłownie wszystko-istnieje serce gór, serce morza czy serce jakie potrafi kochać ale co jeśli do czynienia mamy z sercem Nadodrza? Gdy daty 5 marca 2005 roku po raz pierwszy moje nogi stąpały po tym cudownym Nadodrzu miałam czego nie ukrywałam już pierwszy swój wyrok na koncie jaki to zapadł właśnie 3 czy 5 marca 2003. I tak więc będąc już wtedy na Nadodrzu byłam co tez swym koleżankom otwarcie mówiłam,że "Jestem na bakier z prawem".

No ale na Nadodrzu nie obchodził nikogo mój tamtejszy wyrok. 5 marca 2005 to wypadała sobota a w sobotę się ludzie żenią przeważnie. Dla mnie to była moja nowa droga życia. Przysłowiowy "a brand new start, a brand new way" czyli nowa droga życia. Zupełnież jak to śpiewa o tym Anne Clarke jaka to dumnie śpiewa o "The hardest heart" gdzie to wszystko zaczyna się od rana a nie kończy na nocy:


"Let the moring sun proclaim (...) on every way, on every hill (...)" i tak więc oto wszędzie zabłysło mi "the light of the world". W każdym źble trawy na Nadodrzu była dusza Nadodrzańsiego świata. Świata jaki to po woli odkrywałam i byłam tam od 5 marca 2005 do 1 marca 201 gdzie to prawie oficjalnie próbowałam pożegnać się na zawsze z tym durnym Nadodrzem... Nadodrze mnie zniszczyło do głębi. Chociaż było i niegdyś bliskie ale jak to wiadomo-od miłości do nienawiści krótka droga...

Ale Nadodrze to nie Oleśnica ani Twardogóra. Na Nadodrzu nie raz balansowałam na krawędzi życia i śmierci. Było mi raz bliskie a raz ileżbym oddała aby stamtąd odejść na zawsze i już nigdy nie wrócić. Dziś z dawnego Nadodrza jakie zanikało na moich oczach nie ma nic. Nie ma juz tam przy nim ani kiosków ani gofrowni czy lodziarni a po moim samotnym kominie nawet gruz nie został tak je wysprzątali!!!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz