Wracając do bardzo bolesnego dla mnie tematu jakim był mój ogródeczek to dziś w nocy sniło mi się,że oglądałam serie "Lady Oscar". W tym śnie ogladałam akurat odcinek jak umierał Andre a w tym śnie myślałam o tym,że koniec serii jest juz bisko bo pamietam,że w ostatnim odcinku zmarła sama Lady Oscar... I dziś w tym moim snie jakby mi sie ukazał mój ogródeczek a tam śpiewano sobie dumnie tę pieśń:
Ogródek ten już nigdy nie wróci a ja nie będę już uprawiac roślin bo nawet nie ma na to siły no i oczywiście nic nie zastąpi mi nawet zrobienie sobie nowego ogródeczka nic mi nie pomoże ani nie zrekompensuje mi jego zniszczenia... Naprawdę polecam uprawę ogrodu tylko tym jacy mają serce do roślin a nawet i osoby nerwowe mogą odnaleźć spokój w zacisznym ogrodzie.
Jest dużo w tym mądrości że tylko ten kto posiada takie coś jak ogród ten wie ile trzeba w niego włozyć serrca aby rosło w nim cokolwiek. To tak jak u tego Kirszady jaki ogód piękny miał i każdemu kwiatek dał no i miłość stawiał na pierwszym miejscu nie tylko do roślin albo i do swej ukochanej laseczki to naprawdę trzeba mieć w sobie swój wewnętrzny spokój jak i miłość do siebie i świata aby prowadzić swe życie tak jak nakazuje Matka Natura.
Nie wierzę i nigdy nie wierzyłam w Boga. Zawsze byłam zdania, że ta cała Natura to nic innego jak twór Matki Ziemi a wszystkim na Ziemi steruje zegar biologiczny. Nie wmówi się kobiecie po 40-tce,że urodzi zdrowe dziecko na przykład jeśli juz po 35-tym roku zycia wzrasta ryzyko Zespołu Downa. To wszystko to nie ten zasrany Bóg zsyła chore dzieci do łon matek jak zesłał Jezusa do niepokalanego łona Maryji ale zegara biologicznego się nie oszuka a genów tym bardziej...
Stąd też ja jako kobieta juz po 50-tce i bezdzietna wiem jak smakuje życie. Przeszłam swoje i inaczej patrzę na życie niż mając te 20 kilka lat...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz